Makiety w biurze sprzedaży i kolorowe wizualizacje na pewno wyglądały świetnie – mnóstwo zieleni, uśmiechnięci sąsiedzi i idealnie równe chodniki. Ale jak to osiedle wygląda teraz, gdy z placu budowy zjechał ciężki sprzęt? Prześwietlamy ten konkretny adres. Zebraliśmy prawdziwe Wiślany Mokotów opinie od ludzi, którzy zdążyli już odebrać klucze i sprawdzić ten standard na własnej skórze. Dowiesz się tu bez ściemy, czy ściany nie są z papieru, czy w garażu podziemnym nie stoi woda po burzy i czy “kameralna zabudowa” nie oznacza zaglądania sąsiadowi prosto w talerz. Przeczytaj, zanim wpłacisz zaliczkę.
To może od początku, drzwi wejściowe cienkie jak papier, słychać wszystko co kto mówi i robi w środku, w każdym z pokoi. Ściany mieszkań również bardzo cienkie, słychać rozmowy sąsiadów nad i pod mieszkaniem, okien też lepiej nie otwierać po rozmowa z pokoju rozniesie się po całym osiedlu, kiedy po ludzie chodzą po mieszkaniu to cała podłoga się trzęsie. Windy, bramy wjazdowe i furtki z nieznanych firm to jakieś nieporozumienie, wiecznie popsute, naprawy nic nie dają…Teren podczas zwykłego deszczu od razu staje się sadzawką co już podmywa chodniki. Wentylacja grawitacyjna nie działa, mieszkania wiecznie zaparowane, wszystko wilgotne…Deweloper „naprawiał” ale ta wentylacja nie działa w każdym z etapów więc „trudno”. W garażu jedna lampka w dodatku „na czas” na 4 miejsca postojowe i dwa zwane przez dewelopera komórkami lokatorskimi, składziki na rowery z metalowych pali z dużymi przerwami. Można nabawić się w tych mieszkaniach fobii i nie móc normalnie funkcjonować, jak człowiek. Cena za m2 w stosunku do jakości to rozbój w biały dzień.